Zdarza się jednak tak, że zmiana oświetlenia jest powtarzalna, tak więc wystarczy poobserwować scenę i zmieniające się na niej oświetlenie, aby wiedzieć, w którym momencie pstrykać.
Jeśli uda nam się dostać pod scenę, to już połowa sukcesu. Pamiętajmy, żeby raczej nie używać lampy błyskowej. Kilkanaście lub kilkadziesiąt 1000 watowych lamp oświetlających scenę w zupełności wystarczy. Nie musimy psuć atmosfery koncertu błyskami flesza. Korzystając z lampy błyskowej, po pierwsze zniszczymy na naszych zdjęciach całą dramaturgię oświetlenia sceny, po drugie będziemy denerwować wykonawców, po trzecie zaś, błysk flesza uwypukla mało istotne elementy kadru, takie jak kable czy wtyczki, które będą odwracać uwagę widza od tego, co chcemy pokazać na zdjęciach.
Fotografując bez lampy, będziemy zmuszeni szeroko otwierać przysłonę, dlatego na koncert zabierzmy najjaśniejszy obiektyw jaki mamy, najlepiej ze światłem f/1.4. Warto zapakować do torby także jasny zoom, na przykład, 70-200 mm, ze światłem f/2.8.
Aby odpowiednio ostro odwzorować wybrane elementy kadru będziemy musieli skrócić czas naświetlania przynajmniej do 1/125 sekundy. Przy takim czasie, bez względu na to, jak szeroko otworzymy przysłonę, nawet przy f/1.4 będziemy musieli podnieść wartość ISO, co zaowocuje powstaniem szumów. Na szczęście, w dzisiejszych czasach, jest kilka programów, które świetnie radzą sobie z odszumianiem zdjęć, na przykład, Adobe Lightroom czy Dfine, a w końcu, z dwojga złego, lepiej mieć szum na zdjęciach niż nieostrość.
Fotografując koncert, nie koncentrujmy się tylko na głównym bohaterze. Wokalista najczęściej jest na pierwszym planie, ładnie oświetlony, jest najwdzięczniejszym obiektem do uwiecznienia na koncercie. Nie zapominajmy jednak o pozostałych osobach z zespołu, którzy także powinni znaleźć się na naszych zdjęciach. Zróbmy plany ogólne, najlepiej obiektywem szerokokątnym, potem odwróćmy się w stronę publiczności i im także zróbmy kilka zdjęć. Czasami, fotografując publiczność, udaje się uchwycić bardzo wyraziste emocje. Niech nasze koncertowe kadry składają się w spójną opowieść.
Warto skorzystać z seryjnego zapisu zdjęć, a pliki zapisywać w formacie RAW. Czasami RAWy utrudniają zapis seryjny, a w każdym razie, szybkość zapisu zdjęć na karcie nie będzie taka jak przy jpeg’ach, ale biorąc pod uwagę korzyści jakie płyną z rejestracji obrazu z największą ilością informacji, do tego dającą spore możliwości edycji plików, właściwie nie ma się nad czym zastanawiać. Chyba, że jesteśmy absolutnie pewni poprawnej ekspozycji i balansu bieli, i nie przewidujemy zaawansowanej obróbki plików, to możemy fotografować w formacie jpeg. Szybkość rejestracji zdjęć seryjnych będzie w tym przypadku zdecydowanie większa.
Czy zdarzyło Wam się robić zdjęcia na koncercie? Jak Wam się podobały efekty?













