Blokowanie polega na napinaniu do pożądanego kształtu wilgotnej dzianiny i można je wykonać, gdy mamy do czynienia z wełną, włóczkami z włoskiem lub z bawełną. Wyrób z włóczki trzeba namoczyć w ciepłej (nie gorącej!) wodzie z dodatkiem płynu do zmiękczania tkanin, delikatnie odcisnąć, a następnie zawinąć w ręcznik i pozbawić nadmiernej wilgoci.

Na miękkim podkładzie – takim jak łóżko, poduszka, mata czy puzzle piankowe – należy ułożyć ręczniki lub inny chłonny i miękki materiał, a następnie naciągnąć dzianinę do pożądanych wymiarów i kształtu, po czym przypiąć do podkładu szpilkami, wbijanymi dość gęsto, by nie deformować brzegu materiału.

Jeśli szczególnie ważna jest prosta krawędź, można zastosować druty do blokowania, czyli długie i cienkie pręty, wplatane w brzeg materiału, które naciągają dzianinę równie mocno, ale bez szkody dla jej brzegów.

Kiedy dzianina jest już całkowicie sucha, można ją odpiąć. Często okazuje się wtedy, że dana rzecz robi się odrobinę mniejsza, co jest całkowicie naturalne i związane z elastycznością wyrobu.

Czy macie inny sposób na blokowanie dzianiny? A może w ogóle pomijacie ten krok? Wypowiedzcie się!

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCzy napisać list do byłego?
Następny artykułJak się dotrzeć w małżeństwie?

Katarzyna Wyka - blogerka kulinarna, miłośniczka smacznego, szybkiego gotowania. Działa według zasady: jeśli czegoś nie da się przyrządzić w 30 minut, trzeba się zastanowić, czy warto to wykonać. Jest również mamą, a zawodowo - naucza języka angielskiego.

 

Odwiedź blog naszego specjalisty:

- Truscaveczka pichci

Nasz specjalista o sobie:

Kiedy ktoś mówi przy mnie "Baby do garów!" kiwam energicznie głową, bo chociaż pochodzę z rodziny, gdzie to mężczyźni gotowali lepiej i więcej, to kuchnia jest moim królestwem. Nie do pomyślenia - ja, uchodząca niegdyś za mózgowca, który z przyziemnością nie ma nic wspólnego, uwielbiam gotować, obserwować, jak zmieniają się składniki użyte do wykonania potrawy, jak mieszają się smaki i zapachy.

Od kilkunastu lat moja kuchnia tętni życiem - i choć wyprowadzając się na swoje umiałam przyrządzić najwyżej spaghetti z proszku, teraz nie tylko nieźle gotuję, ale lubię też czytać książki kucharskie nie tylko szukając w nich przepisów, ale i inspiracji, pomysłów na połączenia składników, mniej lub bardziej typowe. Już ładnych parę lat prowadzę bloga z przepisami. Zaczął się od prośby koleżanki, żebym dała jej przepis na obiad - ale przepis dla zupełnego żółtodzioba. Pomyślałam, że to dobry pomysł - przepisy na potrawy proste, smaczne i niewymagające zbyt wiele czasu i niezwykłych kulinarnych talentów. Pewna moja przyjaciółka powiedziała "Jeśli jakiegoś dania nie da się przygotować w 30 minut, trzeba się zastanowić, czy warto je robić."

Dlatego moje przepisy, w większości wymyślane samodzielnie, opierają się na niewielu składnikach i szybkim ich przyrządzeniu. Dzięki temu każdy, kto z tych receptur skorzysta, może poczuć się mistrzem patelni, czego sobie i czytelnikom życzę.

Fot.: Hanna Matejczyk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here