W zależności od wielkości worka przepuklinowego i związanego z tym ryzyka stosuje się leczenie operacyjne lub zachowawcze. O wyborze sposobu leczenia decyduje lekarz weterynarii na podstawie badania psa.

Niewielkie przepukliny pępkowe nie wymagają przeprowadzania zabiegu chirurgicznego, zwykle wraz z rozwojem i wzrostem psa znikają same przed 6 miesiącem życia psa.

Większe przepukliny wiążą się z ryzykiem dostania się do worka przepuklinowego jelita, co – poza bolesnością – może prowadzić do jego martwicy i zapalenia otrzewnej. W czasie zabiegu zawartość worka przepuklinowego wprowadza się z powrotem do jamy brzusznej i zamyka otwór przepuklinowy.

Zabieg usunięcia przepukliny nie należy do skomplikowanych, ale jak przy każdym zabiegu chirurgicznym występuje ryzyko związane z podaniem narkozy, dlatego często niewielkie (nie zagrażające życiu psa) przepukliny usuwa się przy okazji innego zabiegu np. kastracji czy sterylizacji.

Przy przepuklinach przeponowych stosuje się zwykle zabieg chirurgiczny, samo leczenie farmakologiczne możliwe jest tylko we wczesnej fazie rozwoju schorzenia.

Uwaga!

W każdym przypadku powinniśmy zaufać weterynarzowi, który najlepiej oceni stopień zaawansowania choroby, wynikające z niego zagrożenia dla naszego psa i dobierze najlepszy sposób leczenia.

Wasz pies miał przepuklinę? Jak wyglądało leczenie? Podzielcie się swoimi doświadczeniami.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPrzepuklina u psa – objawy
Następny artykułJak, czym usunąć kamień nazębny u psa samemu?

Monika Gajda – absolwetka studiów psychologicznych UJ. Pracowała w schronisku dla zwierząt, jest pettsiterką (http://www.opiekadlapsaikota.za.pl/). Ukończyła kurs trenera Alteri oraz Kurs Dyplomowy dla Behawiorystów Zwierzęch COAPE. Uczestniczy w seminariach o tematyce kynologicznej oraz prowadzi wykłady dla opiekunów zwierząt. Pracuje w COAPE Polska - instytucji kształcącej behawiorystów zwierzęcych i prowadzącej kursy o tematyce kynologicznej.

Nasz specjalista pisze o sobie:

Świat zwierząt fascynuje mnie od czasów dzieciństwa. Mój pierwszy pies, owczarek niemiecki, pokazał mi jak zawiłe relacje łączą psy z ludźmi, jakie problemy komunikacyjne pojawiają się pomiędzy psem a człowiekiem. Uczęszczaliśmy razem na szkolenia prowadzone w tradycyjny sposób – PT, POI, POII, POIII (PT - pies towarzyszący, PO - pies obronny) – jednak porównując je teraz do szkolenia nowoczesnymi metodami mogę stwierdzić, że te drugie dają znacznie lepsze efekty, sprawiają, że nauka jest przyjemnością i wspierają tworzenie więzi między psem a właścicielem.

Staram się cały czas pogłębiać swoją wiedzę na temat zachowania się i uczenia zwierząt. Za pomoc w nauce muszę podziękować przede wszystkim moim własnym psom: nieżyjącemu już Briksowi (owczarek niemiecki), Tinie (owczarek niemiecki), Dyziowi (kundelek, trafił do mnie przy okazji ewakuacji schroniska zagrożonego powodzią, spędził tam 4 lata), Bubie (kundelek, trafiła do mnie ze schroniska, gdzie przeżyła długie 2 lata) Dla Buby szczególne podziękowania za dzielne towarzyszenie mi w kursie trenerskim Alteri i celujące zdanie egzaminu;)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here