Obecnie ponad połowa wydatków na działania reklamowe przeznaczana jest właśnie na BTL. Na rynku polskim BTL przez długi okres czasu podzielony był na Consumer promotions i Point of Sale. Uważany był raczej za gorsza formę reklamy od ATL. Dopiero szereg doświadczeń, przeprowadzanych oczywiście na bogu ducha winnym konsumencie, wykazał znaczną przewagę tego typu działań nad standardowym spotem reklamowym. Przyczyniła się do tego obserwacja procesu zakupu. Na każdym etapie procesu zakupu konsument szuka czego innego, w efekcie reklama powinna być inna. Pierwszy to etap uśpienia, w którym konsument kupił już produkt i chwilowo nie jest zainteresowany kolejnym. Na tym etapie należny go obudzić. Niezastąpiona więc będzie medialna reklama wizerunkowa. Drugi etap to etap myślenia. Kupiony produkt się kończy, starzeje. Klient zadaje sobie iście Hamletowskie pytanie kupić czy nie kupić. Tutaj również sprawdza się reklama wizerunkowa, Kolejnym jest etap gromadzenia informacji. Konsument wychodzi z domu.

Chce zobaczyć co jest w sklepach. Albo zasiada do komputera i przegląda strony internetowe z interesującym go produktem. W tej fazie wkracza BTL. Mailing, billboard. Formy reklamy bezpośredniej, ponieważ już mamy wiedzę kto nie śpi. Następnym jest etap uczenia się. Klient zdobywa wiedzę o produkcie. Wie jakie są jego rodzaje, ceny i dostępność. Tutaj zadziała jedynie BTL. Na przykład formie demonstracji produktu w punkcie sprzedaży BTL. Kolejny- etap porównań, która z wersji produktu najbardziej konsumentowi odpowiada. Znów BTL. Jeśli klient porównuje, sprzedawca musi porównywać z nim. Porównuje oczywiście w obrębie wyznaczonych mu planów sprzedaży konkretnej marki. Ostatni etap, to etap wyboru. Ostatnia szansa na zawalczenie o klienta. Podjął on już decyzję, mimo to aby nie śpiąca nigdy konkurencja nie położyła na nim swoich lepkich rączek, musimy klienta odpowiednio naprowadzić reklamą. Oczywiście BTL dla całkowitego już omamienia połączone z ATL. Oferta specjalna dwóch produktów w cenie jednego, zniżka, rabat, bonus itd. W zależności od rodzaju produktu, niektóre etapy przechodzone są przez klienta szybciej, lub wolniej. Co do ich stałości nie ma wątpliwości. Tak jak i co do faktu, że ATL i BTL, to dwa uzupełniające się i wzajemnie od siebie zależne typy reklamy.

Uwaga!

Jeśli celem firmy jest kreowanie jej wizerunku, najtańszym i najszybszym sposobem dotarcia do klienta są mass media. Jeśli sprzedaż to poza reklama above the line mamy do czynienia z promocją bezpośrednią. Koniecznością będą przesyłki pocztowe, telefony, mailing, plakaty, ulotki i inne działania. BTL jest nadal mało docenianą forma marketingu. Może dlatego że przedsiębiorca woli zobaczyć swoja firmę na ekranie telewizora, niż w klatce schodowej na ulotce zalegającej gdzieś pod wycieraczką. Do zmiany postawy może przyczynić się jedynie nad stan magazynowy i topniejące na firmowym koncie środki. Wtedy każdy środek prowadzący do zmniejszenia jednego a zwiększenia drugiego staje się dobry.

Jak myślicie, bardziej skuteczną reklamą jest ATL czy BTL? Wypowiadajcie się w komentarzach.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBadanie satysfakcji klientów – informacje
Następny artykułClienting – co to jest?

Karolina Wyszogrodzka - studentka Administracji Publicznej. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy bankiera. Zarówno jako doradca kredytowy, ubezpieczeniowy, jak i inwestycyjny. Współpracuje z serwisami dziennikarstwa obywatelskiego, od dziesięciu lat prowadzi blogi tematyczne związane z finansami oraz te poświęcone polityce i publicystyce.

Nasz specjalista o sobie:

W „wielki i  skomplikowany” świat bankowości trafiłam kilka lat temu przez zupełny przypadek. Moja droga zawodowa od tamtej pory wiedzie przez niemalże wszystkie sektory i rodzaje produktów finansowych. Zebrane dotychczas doświadczenie zawodowe, wiedza - zarówno proceduralna, jak i produktowa - to jednak nie wszystko. Staram się w swoich artykułach odkrywać „ludzkie oblicze” świata finansów. Moim celem jest wyjaśnienie w przystępny sposób mechanizmów, naświetlenie problemów, ukazywanie „kruczków” i „haczyków”.

Naiwny idealizm takiego postępowania ma na celu zwiększenie empatii po obu stronach biurka w placówce finansowej. Ale także na przestrzeżeniu klienta  - przed nie zawsze uczciwymi zasadami gry - i bankiera - przed stosowaniem takich zasad.

Bankowość może być zabawna, mam nadzieję że - przy zachowaniu profesjonalizmu i kompetencji - nie braknie mi nigdy „języka” na ukazanie jej także z tej strony.

Stale dokształcam się w dziedzinie finansów, która - jak wiadomo - zmienia się z dnia na dzień. Pomagają mi w tym zarówno obserwacje rynku, jak i rozmowy ze specjalistami będącymi w gronie moich znajomych.

Finanse nie są jedynym ośrodkiem moich zainteresowań. Jako zodiakalny bliźniak nie potrafię znaleźć dla siebie jednego miejsca na dłużej. Próbuję swoich sił w rysunku i fotografii. Książki traktuję jak narkoman, kończąc jedną odczuwam głód następnej. Otaczająca mnie rzeczywistość - polityczna, społeczna i każda inna - niezmiennie  napawa mnie dziecięcym zdziwieniem. Wyrażam je od ponad dziesięciu lat w swoim blogu, w  formie nie zawsze eleganckich paszkwili i felietonów. Z racji lokalnego patriotyzmu umiłowałam sobie sztukę. Jako wieloletniej tancerce w zespole muzyki dawnej przyswajanie jej  - zwłaszcza w formie teatru  - sprawia mi niewyrażalną w słowach przyjemność. A stresy odreagowuję w swoim królestwie, czyli kuchni dzięki karmienie bliskich i siebie.

Mam wielki apetyt na życie. Nieustannie pracuję nad swoimi kompetencjami i językiem. Trudno mi jednak poskromić w sobie narcyzm, samochwalstwo i naturę prześmiewcy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here