Geomarketing to połączenie wiedzy marketingowej z geografią. Kierując się tym mało jeszcze na polskim rynku znanym narzędziem, możemy ustalić potencjał ekonomiczny konsumentów w ujęciu geograficznym. Na poziomie ogólnokrajowym, regionalnym czy w obrębie danego miasta, miasteczka wsi itp. Różne obszary geograficzne maja rożny potencjał sprzedaży. Atrakcyjność sprzedażowa i marketingowa punktów , w bardzo dużym stopniu uzależniona jest od ich lokalizacji. Prekursorami geomarketingu były Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Kraje te jako pierwsze odkryły potencjał, jaki tkwi w odpowiednim lokowaniu biznesu na mapie. Ale to jedynie cząstka zagadnień jakimi zajmuje się ta dziedzina. W Polsce niewiele agencji reklamowych oferuje specjalistyczne usługi w zakresie marketingu mobilnego czy usług geolokalizacyjnych. Dla samej branży marketingu, jest to spora szansa na zarobek na tej jakby nie było ciekawej innowacji.

Uwaga!

Wyobraźmy sobie że otwieramy nowy punkt sprzedażowy. Rozsyłamy do klientów SMS-a z informacją, że pierwsze tysiąc osób, które odwiedzi sklep i w tym samym czasie zaloguje się na Popla, otrzyma darmowy produkt. Odbiorcy SMS-a błyskawicznie roześlą tę informację między swoimi znajomymi. Otwarcie sklepu okaże się sukcesem. A teraz zastanówmy się ile pieniędzy pochłonęłoby nagłośnienie takiej akcji w mediach? Co więcej ile czasu należałoby na to poświecić? Geomarketing jest narzędziem nowym. Zaliczanym do niekonwencjonalnych form marketingu. Może on jednak okazać się wyjątkowo skuteczną bronią, w walce z rosnąca konkurencją, a co najważniejsze- w walce o zainteresowanie konsumenta.

Geolokalizacja umożliwia ustalenie miejsca, w którym znajduje się użytkownik uruchamiający wybraną aplikację, czy wchodzący na stronę internetową. Co takie rozwiązanie daje przedsiębiorcy? Dla przykładu firma L’Oréal podpisała umowę z operatorem komórkowym O2. Za każdym razem kiedy abonent O2 znajdzie się w pobliżu sklepu z produktami producenta kosmetyków, będzie otrzymywał na swoja komórkę SMS-a informującego o aktualnej promocji w sklepie. Korzyści dla firmy chyba nie trzeba tłumaczyć. O ile konsument nie musi być zadowolony z otrzymywania SMS-ów, o tyle z akcji promocyjnych związanych z geolokalizacją, już powinien się cieszyć. Korzystając z serwisów internetowych takich jak FourSquare i Gowalla (polskie odpowiedniki to na przykład Popla i Lokter) , mając dostęp do internetu w telefonie, możemy w czasie rzeczywistym zalogować się w danym miejscu. To coś jak „meldowanie się” firmie organizującej promocję. Za przykład podajmy wyżej wymieniony L’Oréal. Odwiedzając sklep firmowy dajmy na to w Walii, dzielimy się spostrzeżeniami na jego temat. Za każde zameldowanie się otrzymujemy punkty, które potem możemy wymienić na nagrody. Punktowane jest także samo dodanie nowej odwiedzonej przez nas lokalizacji. Narzędzie innowacyjne i skuteczne, zwłaszcza w obliczu rosnącej popularności smartphone. Doskonale sprawdzać się będzie w tworzeniu planów marketingowych na przykład dla restauracji. Wymiana opinii na temat menu czy obsługi, w zamian za gratisowy deser? Dla jednej i drugiej strony brzmi kusząco. Nad wprowadzeniem geomarketingu intensywnie pracuje znany i lubiany w Facebook. Co dodatkowo powinno wzmocnić atrakcyjność tego narzędzia marketingowego.

Czy informacje zawarte w artykule okazały się pomocne? Wypowiadajcie się w komentarzach.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJak używać masek w Photoshopie?
Następny artykułNasadka pierścieniową na lampę błyskową – jak zrobić? Krok po kroku

Karolina Wyszogrodzka - studentka Administracji Publicznej. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy bankiera. Zarówno jako doradca kredytowy, ubezpieczeniowy, jak i inwestycyjny. Współpracuje z serwisami dziennikarstwa obywatelskiego, od dziesięciu lat prowadzi blogi tematyczne związane z finansami oraz te poświęcone polityce i publicystyce.

Nasz specjalista o sobie:

W „wielki i  skomplikowany” świat bankowości trafiłam kilka lat temu przez zupełny przypadek. Moja droga zawodowa od tamtej pory wiedzie przez niemalże wszystkie sektory i rodzaje produktów finansowych. Zebrane dotychczas doświadczenie zawodowe, wiedza - zarówno proceduralna, jak i produktowa - to jednak nie wszystko. Staram się w swoich artykułach odkrywać „ludzkie oblicze” świata finansów. Moim celem jest wyjaśnienie w przystępny sposób mechanizmów, naświetlenie problemów, ukazywanie „kruczków” i „haczyków”.

Naiwny idealizm takiego postępowania ma na celu zwiększenie empatii po obu stronach biurka w placówce finansowej. Ale także na przestrzeżeniu klienta  - przed nie zawsze uczciwymi zasadami gry - i bankiera - przed stosowaniem takich zasad.

Bankowość może być zabawna, mam nadzieję że - przy zachowaniu profesjonalizmu i kompetencji - nie braknie mi nigdy „języka” na ukazanie jej także z tej strony.

Stale dokształcam się w dziedzinie finansów, która - jak wiadomo - zmienia się z dnia na dzień. Pomagają mi w tym zarówno obserwacje rynku, jak i rozmowy ze specjalistami będącymi w gronie moich znajomych.

Finanse nie są jedynym ośrodkiem moich zainteresowań. Jako zodiakalny bliźniak nie potrafię znaleźć dla siebie jednego miejsca na dłużej. Próbuję swoich sił w rysunku i fotografii. Książki traktuję jak narkoman, kończąc jedną odczuwam głód następnej. Otaczająca mnie rzeczywistość - polityczna, społeczna i każda inna - niezmiennie  napawa mnie dziecięcym zdziwieniem. Wyrażam je od ponad dziesięciu lat w swoim blogu, w  formie nie zawsze eleganckich paszkwili i felietonów. Z racji lokalnego patriotyzmu umiłowałam sobie sztukę. Jako wieloletniej tancerce w zespole muzyki dawnej przyswajanie jej  - zwłaszcza w formie teatru  - sprawia mi niewyrażalną w słowach przyjemność. A stresy odreagowuję w swoim królestwie, czyli kuchni dzięki karmienie bliskich i siebie.

Mam wielki apetyt na życie. Nieustannie pracuję nad swoimi kompetencjami i językiem. Trudno mi jednak poskromić w sobie narcyzm, samochwalstwo i naturę prześmiewcy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here