Oczywiście jest to ciekawe rozwiązanie, ale warto przeanalizować sytuację. Mając na oku zakup sprzętu na raty, udajmy się do marketu, wybierzmy kilka modeli, zapiszmy dane i poszukajmy tego samego sprzętu przez internet. Okaże się, że jego cena w sieci będzie niższa czasem nawet o 30%. Tu mamy pierwszą „nazwę zamienną” dla odsetek. Sklepy podnoszą marżę narzuconą na dany produkt, w ten sposób rekompensując sobie i bankowi stratę. Jeśli jednak zakup za gotówkę nie jest możliwy, raty zero procent jak najbardziej. W ogólnym rozrachunku porównując je ze zwykłymi kredytami gotówkowymi, możemy na nich zyskać. Nawet biorąc pod uwagę dodatkowe koszty takiego produktu i tak będą one mniejsze niż kredyt ratalny oprocentowany nawet do 30%. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Sprzedawca w sklepie prezentując nam korzyści płynące z zakupu tej konkretnej pralki na raty zero procent, będzie chciał koniecznie sprzedać nam ubezpieczenie. Albo ubezpieczenie sprzętu, albo ubezpieczenie naszego życia, lub to dotyczące utraty pracy. Koszt takiego ubezpieczenia, to około 1% kwoty w skali miesiąca, czyli nawet do 40% więcej w skali całego okresu kredytowania! Należy stanowczo zażądać udzielenia informacji o tym, czy takie ubezpieczenie jest obowiązkowe. Jeśli nie, to od nas zależy czy chcemy dobrowolnie ponieś dodatkowy koszt. Warto go jednak uniknąć.

Sprawdzić również trzeba, czy i jaka prowizja za udzielenie będzie obowiązywać w danym produkcie. Jak wiadomo, maksymalna jej kwota to 5% od sumy kredytu. Dodatkowym kosztem może być również wciskana nam przez sprzedawcę jako „bonus” karta kredytowa. Czasem warunkiem do uzyskania kredytu zero procent będzie założenie konta osobistego, które jak wiadomo kosztuje, a i tak nie jest nam potrzebne. Wyższa cena sprzętu, ubezpieczenie, karta kredytowa, konto osobiste, prowizja, to „zamienniki” dla odsetek od kwoty kredytu. Co nie oznacza, że raty zero procent są produktem złym. Można znaleźć taką ofertę, która faktycznie w porównaniu do kredytu ratalnego zaciąganego w placówce tego samego banku, który współpracuje z marketem- będzie zwyczajnie lepsza.

Robiąc zakupy warto dokładnie przeanalizować ofertę, zastanowić się czy stać nas na zakup za gotówkę. Kupowanie niedrogiego sprzętu na raty, to zły pomysł. Dodatkowe obciążenie naszej zdolności i często po zakończeniu spłat okazuje się, że golarka czy radio, kosztowały 30% więcej. Inaczej sprawa przedstawia się z większym i droższym sprzętem. Jeśli mamy do dyspozycji gotówkę warto poszukać ofert w porównywarkach internetowych. Często zakupy zrobione za pośrednictwem strony internetowej danego marketu, będą tańsze niż te same zakupy w placówce. Mając gotówkę możemy również próbować targować się ze sprzedawcą, zawsze jest szansa że obniży cenę sprzętu. Jeśli zdecydujemy się na kredyt, to na zniżkę nie mamy co liczyć.

Większe sieci sklepów, mają podpisane umowy z bankami na świadczenie usług w zakresie finansowym. Kredyty ratalne w marketach sprzedaje na przykład Bank BPH S.A, Żagiel S.A, INVEST BANK SA, GE Money Bank, Lukas bank, czy CETELEM Bank. Decydując się na zakupy musimy dokładnie przyjrzeć się ofercie, aby nie okazało się że zero procent to tylko mrzonka. Osobiście dałam się namówić na zakup lodówki w ratach zero procent, z opcjonalnym ubezpieczeniem sprzętu, które oczywiście w euforii z powodu nowej lodówki wykupiłam. Do dziś pluję sobie w brodę, ponieważ posiadam lodówkę ubezpieczoną na wypadek kradzieży (absurd, kto podczas kradzieży będzie wynosił lodówkę), z możliwością nieodpłatnej renowacji i naprawy przez dwu letni okres kredytowania( czyli to co i tak mam w gwarancji) Moja lodówka kosztowała niecałe dwieście złotych więcej, czyli około 15% od kwoty zakupu. No cóż i szewc bez butów chodzi.

Kupowaliście kiedyś jakiś towar z ratami 0%? Ile w rzeczywistości zapłaciliście za wspomniany towar?

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJak założyć rachunek maklerski?
Następny artykułJak przedłużyć termin spłaty karty kredytowej?

Karolina Wyszogrodzka - studentka Administracji Publicznej. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy bankiera. Zarówno jako doradca kredytowy, ubezpieczeniowy, jak i inwestycyjny. Współpracuje z serwisami dziennikarstwa obywatelskiego, od dziesięciu lat prowadzi blogi tematyczne związane z finansami oraz te poświęcone polityce i publicystyce.

Nasz specjalista o sobie:

W „wielki i  skomplikowany” świat bankowości trafiłam kilka lat temu przez zupełny przypadek. Moja droga zawodowa od tamtej pory wiedzie przez niemalże wszystkie sektory i rodzaje produktów finansowych. Zebrane dotychczas doświadczenie zawodowe, wiedza - zarówno proceduralna, jak i produktowa - to jednak nie wszystko. Staram się w swoich artykułach odkrywać „ludzkie oblicze” świata finansów. Moim celem jest wyjaśnienie w przystępny sposób mechanizmów, naświetlenie problemów, ukazywanie „kruczków” i „haczyków”.

Naiwny idealizm takiego postępowania ma na celu zwiększenie empatii po obu stronach biurka w placówce finansowej. Ale także na przestrzeżeniu klienta  - przed nie zawsze uczciwymi zasadami gry - i bankiera - przed stosowaniem takich zasad.

Bankowość może być zabawna, mam nadzieję że - przy zachowaniu profesjonalizmu i kompetencji - nie braknie mi nigdy „języka” na ukazanie jej także z tej strony.

Stale dokształcam się w dziedzinie finansów, która - jak wiadomo - zmienia się z dnia na dzień. Pomagają mi w tym zarówno obserwacje rynku, jak i rozmowy ze specjalistami będącymi w gronie moich znajomych.

Finanse nie są jedynym ośrodkiem moich zainteresowań. Jako zodiakalny bliźniak nie potrafię znaleźć dla siebie jednego miejsca na dłużej. Próbuję swoich sił w rysunku i fotografii. Książki traktuję jak narkoman, kończąc jedną odczuwam głód następnej. Otaczająca mnie rzeczywistość - polityczna, społeczna i każda inna - niezmiennie  napawa mnie dziecięcym zdziwieniem. Wyrażam je od ponad dziesięciu lat w swoim blogu, w  formie nie zawsze eleganckich paszkwili i felietonów. Z racji lokalnego patriotyzmu umiłowałam sobie sztukę. Jako wieloletniej tancerce w zespole muzyki dawnej przyswajanie jej  - zwłaszcza w formie teatru  - sprawia mi niewyrażalną w słowach przyjemność. A stresy odreagowuję w swoim królestwie, czyli kuchni dzięki karmienie bliskich i siebie.

Mam wielki apetyt na życie. Nieustannie pracuję nad swoimi kompetencjami i językiem. Trudno mi jednak poskromić w sobie narcyzm, samochwalstwo i naturę prześmiewcy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here