Podejście statystycznego polaka do ubezpieczeń, jest raczej obarczone duża dozą nieufności. Wynika to ze stosunkowo wysokiej ceny tego typu produktów w przeszłości, złych doświadczeń w chwili kiedy dochodzi do wypłaty, a także w mentalności. Pomimo że mamy tendencje do martwienia się na zapas, nie mamy smykałki do zapobieganiu skutkom ewentualnych zmartwień. Taka postawa jest tym bardziej niezrozumiała, kiedy popatrzy się na oferty firm ubezpieczeniowych i sprawdzi koszta. Naprawdę dobre ubezpieczenie można wykupić na dwieście złotych rocznie, a nawet mniej.
Najważniejszy jest rozsądek i sama decyzja. Ubezpieczyć nasz dobytek trzeba i to bezdyskusyjnie. Zwłaszcza wtedy, kiedy kupujemy mieszkanie na własność, budujemy dom (czasem będzie to wymagane przez bank, gdyż dodatkowym zabezpieczeniem może być cesja praw z polisy ubezpieczeniowej), lub w chwili kiedy uzbieraliśmy nieco wiekszy majątek w postaci choćby nawet sprzętów jakie się w tym domu znajdują. Podstawowe ubezpieczenia obejmują zdarzenia losowe takie jak pożar, zalanie, huragan, grad, wybuch, czy osuwanie się ziemi, ubezpieczenie od kradzieży z włamaniem i dewastacji, odpowiedzialności cywilnej (na przykład w chwili kiedy sąsiad zaleje nam łazienkę) oraz kosztów naprawy (hydraulik czy szklarz). Te parametry powinny wchodzić w zakres ubezpieczenia domu czy mieszkania.
Pakietów ubezpieczeniowych jest jednak bardzo wiele i w zależności od tego co obejmują, różnić się będą ceną. Powinniśmy wybierać takie, w których uzyskamy najszerszy zakres ubezpieczenia za najniższą cenę. I tu pojawia się pierwszy czynnik z powodu którego Polacy zrazili się do ubezpieczeń. Po podpisaniu umowy, doradca do teczki wraz z nią wsadza nam OWU, czyli ogólne warunki ubezpieczenia. Książeczkę której nikt nie czyta. A to błąd. Zawiera ona zestawienie wszystkich zdarzeń od których się ubezpieczyliśmy. Listę wyłączeń, a także pakietów dodatkowych. Po złożeniu wniosku o wypłatę ubezpieczenia okazuje się, że nie przysługuje nam odszkodowanie, ponieważ nie obejmowało ono danego zdarzenia. Gdybyśmy szukając dla siebie ubezpieczyciela zwyczajnie poprosili o OWU do poczytania, moglibyśmy uniknąć późniejszego rozczarowania i słów „przecież pan doradca mi tego nie powiedział”. Owszem nie powiedział, ale dał dokument, a my podpisaliśmy w umowie, że się z nim zapoznaliśmy. Oni są czyści, i nasze mieszkanie po kradzieży na przykład- też.
Wybór optymalnej oferty nie jest niczym trudnym. Musimy się tylko zastanowić nad tym, co ubezpieczamy, na jaką kwotę, jakie mogą być faktyczne zagrożenia. Na przykład czy często podróżujemy, lub czy nasz blok czy dom stoi w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki. Ubezpieczenie może obejmować nie tylko sam budynek, ale sprzęty jakie posiadamy, dzieła sztuki, biżuterię, zawartość piwnicy, schowka, a także nasze zdrowie jeśli złamiemy nogę w mieszkaniu. Wszystko zależy od wybranego wariantu. W internecie mamy możliwość porównania ofert kilkunastu firm ubezpieczeniowych. Dobrze jest także samemu zebrać informacje. Odradzam odwiedzanie stron internetowych gdzie na forach internauci dzielą się swoimi opiniami. Gwarantuję że anonimowość natchnie jedynie do jak najnegatywniejszych opinii, raczej rzadko będzie można spotkać się z kimś, kto się chce podzielić swoimi dobrymi doświadczeniami. Internet daje wolność wyżycia się przez osobę pozostająca w poczuciu „oszukania”. Wady ubezpieczenia mieszkania będą tak duże jak sami na to pozwolimy. Rozsądny wybór pakietu spowoduje że będzie miał on jedną wadę, w postaci rocznej opłaty. Jest to jednak i tak kwota stosunkowo niewielka, a korzyści z takiej „wady” zapewnią nam spokojny sen.
Ubezpieczyliście swoje mieszkanie? Jesteście zadowoleni z wykupionej polisy?













