Informacja o RRSO najczyściej podawana jest na dole reklamy, fascynująco małym drukiem, w ostatniej sekundzie czasu jej emisji. Podawana jest dlatego, że jest to obowiązkiem banku. Szczególnie przy kredytach konsumenckich do kwoty osiemdziesięciu tysięcy złotych.

RRSO to zgodnie z ustawą z dnia 20 lipca 2001 r. „O kredycie konsumenckim” (Dz. U. Z 2001 r Nr 100, poz.1081) stopa oprocentowania kredytu, obejmująca nie tylko sam procent od udzielenia pożyczki, ale wszystkie koszta około kredytowe z nią związane. Czyli prowizję, ubezpieczenia, koszta przyznania kredytu, obsługi, koszta związane z utrzymaniem konta do kredytu. Wszystko to co kosztem jest, a o czym niechętnie bank nas poinformuje prosto w oczy. Ułatwia ona porównanie ofert banków. Decydując się na kredyt powinniśmy żądać przestawienia nam rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania po to, abyśmy mogli sprawdzić ile dokładnie będzie nas kosztować pożyczenie pieniędzy w danej instytucji.

Nie ma chyba ani jednej osoby, która po zaciągnięciu kredytu nie dziwiłaby się patrząc na harmonogram spłat, ze słowami „miało być dziewięć procent a jest trzydzieści”. Dzieje się tak właśnie dlatego, że nie zwracamy uwagi na rzeczywista roczną stopę oprocentowania. Obliczenie tej wartości samemu nie jest wcale proste. Przedstawiony na przykład w internetowej encyklopedii wzór sprawia wrażenie wyjątkowo nieprzyjazne.

Wskaźnik RRSO obliczany jest w stosunku do kwoty otrzymanej a nie nominalnej. Czyli jeśli zaciągnęliśmy kredyt na kwotę tysiąca złotych, prowizja za jego udzielenie wynosi pięć procent, a opłata za przygotowanie wniosku pięćdziesiąt złotych, nominalnie na umowie widnieje kwota tysiąca złotych. Do naszego portfela trafi jednak jedynie dziewięćset złotych. Wyliczanie RRSO jako sumy wszystkich kosztów, jest dużym uproszczeniem. Wzór prawidłowego wyliczenia znajduje się w załączniku do wyżej wymienionej ustawy a wygląda następująco:

RRSO kredytu

W skład zmiennych wchodzą wymienione wyżej prowizje, koszty związane z rozpatrzeniem i przygotowaniem wniosku, koszta ubezpieczeń, opłat przygotowawczych, opłat za zawarcie umowy kredytowej czy jej zabezpieczenie. Mogą to być koszta ustanowienia hipoteki, zastawu rejestrowego, ubezpieczenia kredytu, opłaty za udzielenie pełnomocnictwa do rachunku bankowego ubezpieczenia składników majątkowych związane z udzieleniem kredytu, prowadzenia rachunku, z którego realizowane są spłaty, czy koszta przelewów i wpłat na ten rachunek.

Samodzielne wyliczenie rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania dla zwykłego klienta nie będącego bankierem i matematykiem w jednym, jest praktycznie niewykonalne. Gwarantuję że sami doradcy siedzący za biurkami w placówkach, nie dokonają takich wyliczeń dla nas, a jedynie przedstawią nam gotowe wykresy odpowiednie dla danej sumy. Nie każdy doradca będzie również w stanie precyzyjnie wskazać nam rozwinięcie skrótu, czy poinformować nas w wystarczającym stopniu o wszystkich kosztach jakie wchodzą w skład podawanej wartości RRSO. Dzieje się tak dlatego, że wartość ta bywa zmienną. Na przykład w chwili kiedy następują opóźnienia w spłatach i doliczane są koszty manipulacyjne.

Niemniej informacja o przybliżonej wysokości rzeczywistego rocznego oprocentowania kredytu jaki zaciągamy, powinna być wartością, o którą bezwzględnie musimy pytać. Po to tylko, aby uniknąć dużego rozczarowania związanego z ofertą, która miała być szczególnie atrakcyjną.

Czy informacje zawarte w artykule okazały się pomocne? Wypowiadajcie się w komentarzach.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJak odśnieżyć samochód?
Następny artykułJak wyposażyć klatkę dla chomika?

Karolina Wyszogrodzka - studentka Administracji Publicznej. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy bankiera. Zarówno jako doradca kredytowy, ubezpieczeniowy, jak i inwestycyjny. Współpracuje z serwisami dziennikarstwa obywatelskiego, od dziesięciu lat prowadzi blogi tematyczne związane z finansami oraz te poświęcone polityce i publicystyce.

Nasz specjalista o sobie:

W „wielki i  skomplikowany” świat bankowości trafiłam kilka lat temu przez zupełny przypadek. Moja droga zawodowa od tamtej pory wiedzie przez niemalże wszystkie sektory i rodzaje produktów finansowych. Zebrane dotychczas doświadczenie zawodowe, wiedza - zarówno proceduralna, jak i produktowa - to jednak nie wszystko. Staram się w swoich artykułach odkrywać „ludzkie oblicze” świata finansów. Moim celem jest wyjaśnienie w przystępny sposób mechanizmów, naświetlenie problemów, ukazywanie „kruczków” i „haczyków”.

Naiwny idealizm takiego postępowania ma na celu zwiększenie empatii po obu stronach biurka w placówce finansowej. Ale także na przestrzeżeniu klienta  - przed nie zawsze uczciwymi zasadami gry - i bankiera - przed stosowaniem takich zasad.

Bankowość może być zabawna, mam nadzieję że - przy zachowaniu profesjonalizmu i kompetencji - nie braknie mi nigdy „języka” na ukazanie jej także z tej strony.

Stale dokształcam się w dziedzinie finansów, która - jak wiadomo - zmienia się z dnia na dzień. Pomagają mi w tym zarówno obserwacje rynku, jak i rozmowy ze specjalistami będącymi w gronie moich znajomych.

Finanse nie są jedynym ośrodkiem moich zainteresowań. Jako zodiakalny bliźniak nie potrafię znaleźć dla siebie jednego miejsca na dłużej. Próbuję swoich sił w rysunku i fotografii. Książki traktuję jak narkoman, kończąc jedną odczuwam głód następnej. Otaczająca mnie rzeczywistość - polityczna, społeczna i każda inna - niezmiennie  napawa mnie dziecięcym zdziwieniem. Wyrażam je od ponad dziesięciu lat w swoim blogu, w  formie nie zawsze eleganckich paszkwili i felietonów. Z racji lokalnego patriotyzmu umiłowałam sobie sztukę. Jako wieloletniej tancerce w zespole muzyki dawnej przyswajanie jej  - zwłaszcza w formie teatru  - sprawia mi niewyrażalną w słowach przyjemność. A stresy odreagowuję w swoim królestwie, czyli kuchni dzięki karmienie bliskich i siebie.

Mam wielki apetyt na życie. Nieustannie pracuję nad swoimi kompetencjami i językiem. Trudno mi jednak poskromić w sobie narcyzm, samochwalstwo i naturę prześmiewcy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here