Przygotowanie kotlecików rybnych wygląda tak samo jak robienie sznycelków z drobiu lub cielęciny. Ważne, aby ryba, z której przygotowujemy kotleciki, była świeża. Do zrobienia kotlecików rybnych najlepiej sprawdzą się filety z białej ryby.

750 g fileta rybnego,
1 czerstwa bułka,
1 szkl. mleka,
1 średnia cebula,
1 duże lub 2 małe jajka,
1 ząbek czosnku,
sól, pieprz, olej do smażenia.

Filet rybny i czerstwą bułkę, namoczoną wcześniej w mleku i odciśniętą, mielimy w maszynce. Cebulę i czosnek obieramy i ścieramy na tarce o bardzo drobnych oczkach i dodajemy do zmielonej ryby. Do całości wbijamy jedno lub dwa jajka (w zależności od wielkości), solimy, pieprzymy i wszystko wyrabiamy dłonią, aż do uzyskania masy o jednolitej konsystencji. Próbujemy, żeby sprawdzić czy jest dobrze doprawiona.

Następnie dzielimy mięso na części. Porcję mięsa toczymy w dłoniach, w kulkę i delikatnie rozklepujemy do grubości mniej więcej 1,5 cm. Uformowane kotleciki obtaczamy w bułce tartej. Na patelnię nalewamy olej (aby zakrył dno), rozgrzewamy dobrze tłuszcz i smażymy kotlety na średnim ogniu przez około 10 minut, delikatnie przewracając na drugą stronę. Usmażone kotlety kładziemy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, żeby odsączyć je z tłuszczu.

Znacie inny przepis na kotleciki rybne? Podzielcie się nim w komentarzu.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWołowe zrazy zawijane – przepis
Następny artykułSałatka z łososiem wędzonym – przepis

Zbigniew Wawer - ukończył studia o kierunku dziennikarskim. Od 2005 roku jest współwłaścicielem Kawiarni i Pizzerii "Perełka" w Mielcu, dlatego można powiedzieć, że sprawy kulinarne zna od kuchni. Jest specjalistą działu Kulinaria serwisu SPEC.PL

Nasz specjalista pisze o sobie:


Gotowanie zaraz po jedzeniu to najprzyjemniejsza rzecz w moim życiu. Jako dziecko nie znosiłem niczego poza bułką posmarowaną masłem i dżemem, ale z czasem zmieniłem podejście do różnych przysmaków. Jeszcze parę lat temu oliwki mogły dla mnie nie istnieć, a ser pleśniowy nie przechodził mi przez gardło, dzisiaj nie mogę żyć bez tych smakołyków.

Na szczęście nadal są potrawy, których jeszcze nie próbowałem, dzięki czemu mogę przeżywać tę niekończącą się, fascynującą przygodę, jaką jest odkrywanie nieznanych dotąd smaków, a później dzielenie się nimi z innymi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here