Do przygotowania zrazów wołowych zawijanych potrzeba:

1/2 kg wołowiny bez kości,
4 duże plastry szynki wędzonej,
2 cebule,
1 ogórek kwaszony,
musztarda,
3 łyżki mąki,
3 łyżki oleju,
3 szklanki bulionu z kostki rosołowej,
1 szklanki śmietany, sól i pieprz.

Mięso myjemy i osuszamy, dzielimy na 4 plastry. Każdy plaster rozbijamy tłuczkiem na grubość około 1 cm. Żeby mięso nie rozpryskiwało na boki można nakryć je folią spożywczą i przez nią rozbijać tłuczkiem. Rozbite plastry nacieramy solą i pieprzem oraz musztardą, kładziemy na każdy z nich po plastrze szynki wędzonej, pokrojoną w drobną kostkę połowę cebuli i ogórka kwaszonego. Tak przygotowane plastry mięsa z farszem zawijamy w ruloniki i spinamy za pomocą wykałaczki lub owijamy bawełnianą nitką. Zwinięte ruloniki obtaczamy w mące i obsmażamy na oleju. Następnie wlewamy wcześniej rozpuszczony bulion z kostki rosołowej, wrzucamy pozostałą pokrojoną cebulę i dusimy ruloniki mięsa pod przykryciem na małym ogniu przez godzinę, aż będą miękkie. Jeśli podczas duszenia woda będzie bardzo parować, można ją uzupełniać.

Gdy zrazy będą już miękkie, pozostałą mąkę w której, obtaczaliśmy mięso mieszamy z dwiema łyżkami sosu i rozprowadzamy na patelni, doprawiamy solą i pieprzem, następnie gotujemy i dodajemy śmietanę. Wszystko należy dokładnie wymieszać.

Gotowe zrazy zawijane z wołowiną polane sosem podajemy z ziemniakami lub kaszą i surówką.

Znacie inny przepis na zrazy? Podzielcie się nim w komentarzu.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTarta z brokułami – przepis
Następny artykułKotleciki rybne – przepis

Zbigniew Wawer - ukończył studia o kierunku dziennikarskim. Od 2005 roku jest współwłaścicielem Kawiarni i Pizzerii "Perełka" w Mielcu, dlatego można powiedzieć, że sprawy kulinarne zna od kuchni. Jest specjalistą działu Kulinaria serwisu SPEC.PL

Nasz specjalista pisze o sobie:


Gotowanie zaraz po jedzeniu to najprzyjemniejsza rzecz w moim życiu. Jako dziecko nie znosiłem niczego poza bułką posmarowaną masłem i dżemem, ale z czasem zmieniłem podejście do różnych przysmaków. Jeszcze parę lat temu oliwki mogły dla mnie nie istnieć, a ser pleśniowy nie przechodził mi przez gardło, dzisiaj nie mogę żyć bez tych smakołyków.

Na szczęście nadal są potrawy, których jeszcze nie próbowałem, dzięki czemu mogę przeżywać tę niekończącą się, fascynującą przygodę, jaką jest odkrywanie nieznanych dotąd smaków, a później dzielenie się nimi z innymi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here