Z poniższych proporcji można przygotować 12 batoników, które pysznie smakują osobno, ale nabiorą nowej głębi, gdy częściowo zanurzymy je w rozpuszczonej w kąpieli wodnej czekoladzie.

– 165 g cukru
– 175 ml oleju słonecznikowego
– 3 jajka, rozkłócone widelcem
– 1 duża marchewka (ok. 150 g), starta na drobnej tarce
– 100 g rodzynek
– drobno starta skórka z jednej pomarańczy
– 175 g mąki pszennej
– 1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
– 1 łyżeczka cynamonu
– pół łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
– cukier puder do posypania

Wykonanie:

Piekarnik rozgrzej do 180 stopni. Płaską blachę wyłóż pergaminem do pieczenia. Drewnianą łyżką wymieszaj w dużej misce jajka, cukier i olej, a następnie stopniowo dodawaj marchewkę, rodzynki i skórkę pomarańczową. Do mieszaniny przesiej mąkę i wsyp sodę, a następnie delikatnie wymieszaj – tak, aby składniki się ładnie połączyły.

Masę wyłóż na pergamin i piecz przez 20-25 minut, sprawdzając ciasto patyczkiem – jeśli jest on suchy, czas wyjąć blachę z pieca. Po lekkim przestudzeniu wyjmij ciasto na metalową kratkę, by dokładnie wystygło, nie łapiąc przy tym niepotrzebnej wilgoci. Oprósz cukrem pudrem i pokrój w batoniki.

Z cukru pudru i odrobiny soku cytrynowego możesz przyrządzić bielutki lukier o kwaskowym smaku i pokryć nim albo ciasto przed pokrojeniem, albo też poszczególne batoniki.

Zawiń każdy z nich w pergamin lub folię i dołóż do drugiego śniadania tych, którym chcesz sprawić przyjemność.

Czy znacie inny przepis na ten deser? Podajcie nam go w komentarzu.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKrajanka karmelowo-kokosowa – przepis
Następny artykułKorma z kurczaka – przepis

Katarzyna Wyka - blogerka kulinarna, miłośniczka smacznego, szybkiego gotowania. Działa według zasady: jeśli czegoś nie da się przyrządzić w 30 minut, trzeba się zastanowić, czy warto to wykonać. Jest również mamą, a zawodowo - naucza języka angielskiego.

 

Odwiedź blog naszego specjalisty:

- Truscaveczka pichci

Nasz specjalista o sobie:

Kiedy ktoś mówi przy mnie "Baby do garów!" kiwam energicznie głową, bo chociaż pochodzę z rodziny, gdzie to mężczyźni gotowali lepiej i więcej, to kuchnia jest moim królestwem. Nie do pomyślenia - ja, uchodząca niegdyś za mózgowca, który z przyziemnością nie ma nic wspólnego, uwielbiam gotować, obserwować, jak zmieniają się składniki użyte do wykonania potrawy, jak mieszają się smaki i zapachy.

Od kilkunastu lat moja kuchnia tętni życiem - i choć wyprowadzając się na swoje umiałam przyrządzić najwyżej spaghetti z proszku, teraz nie tylko nieźle gotuję, ale lubię też czytać książki kucharskie nie tylko szukając w nich przepisów, ale i inspiracji, pomysłów na połączenia składników, mniej lub bardziej typowe. Już ładnych parę lat prowadzę bloga z przepisami. Zaczął się od prośby koleżanki, żebym dała jej przepis na obiad - ale przepis dla zupełnego żółtodzioba. Pomyślałam, że to dobry pomysł - przepisy na potrawy proste, smaczne i niewymagające zbyt wiele czasu i niezwykłych kulinarnych talentów. Pewna moja przyjaciółka powiedziała "Jeśli jakiegoś dania nie da się przygotować w 30 minut, trzeba się zastanowić, czy warto je robić."

Dlatego moje przepisy, w większości wymyślane samodzielnie, opierają się na niewielu składnikach i szybkim ich przyrządzeniu. Dzięki temu każdy, kto z tych receptur skorzysta, może poczuć się mistrzem patelni, czego sobie i czytelnikom życzę.

Fot.: Hanna Matejczyk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here