Konsolidacja zobowiązań zwana w slangu bankierów „rolką” stała się bardzo popularna w Polsce. Obecnie kredyty konsolidacyjne, to jeden z najlepiej sprzedających się produktów. Dlaczego? Ponieważ od chwili pojawienia się w Polsce wolnego rynku, liczba sprzedanych kredytów i kart kredytowych stała się bardzo duża. Polacy „zachłysnęli” się dostępnością do produktów finansowych, zadłużając się nie zawsze w sposób świadomy i przemyślany. To dało duże pole do popisu dla konsolidacji. Nie trudno jest wpaść w kredytową pułapkę. Wystarczy kilka różnych drobnych kredytów, na przykład na zakup sprzętu. Raty są nieduże, wydaje nam się, że będziemy w stanie spłacać lodówkę, pralkę, telewizor, i inne sprzęty, skoro spłaty będą na poziomie 50-150 złotych. Do tego dochodzi nam kilka kart kredytowych, jeden większy kredyt ratalny i utrata kontroli staje się faktem.

Skonsolidować możemy każdy kredyt. Mało opłacalne jednak jest „zlepianie” z resztą zadłużeń kredytu hipotecznego. Oprocentowanie tego produktu jest po prostu zbyt korzystne aby je zamieniać. Co się zaś tyczy innych, zanim zdecydujemy się na połączenie zobowiązań, trzeba pamiętać o kilku zasadach. Jak wiadomo, na początku okresu kredytowania w przypadku kredytów ratalnych, spłacamy w większej mierze odsetki. Spłata kapitału zaczyna się dopiero od pewnego momentu. Konsolidowanie zadłużeń po roku dwóch od chwili zaciągnięcia, będzie nierozsądne, i powinno dokonywać się tylko w przypadku przysłowiowego noża na gardle. Nie należy również w oświadczeniu konsolidacyjnym umieszczać tych zobowiązań, których okres spłaty jest już bardzo krótki. Na przykład sześć- dziesięć miesięcy. Szkoda z powrotem kredytować to zobowiązanie, i po raz kolejny spłacać od niego odsetki. Doradca oczywiście będzie nas namawiał na spłacenie za jednym zamachem wszystkich rat. To normalne im wyższa kwota kredytu tym wyższy zysk danego banku, ale jeśli nasza zdolność kredytowa na to pozwoli, warto pozostawić te zobowiązania.

Może się tak zdarzyć,, że nie wszystkie zobowiązania uda się skonsolidować, właśnie ze względu na niską zdolność kredytową. Z perspektywy kalkulatorów bankowych, najbardziej będą ją obciążać raty, najmniej karty kredytowe (tutaj jako „ratę” bierze się pod uwagę minimalna kwotę spłaty, czyli średnio 5% od kwoty zadłużenia). Doradca będzie przedstawiał nam różne opcje spłaty, z wykluczeniem różnych zobowiązań, jednak to my musimy zadecydować, którezobowiązania ciążą nam najbardziej. Jeśli w danej instytucji nie uda się skompletować oferty, trzeba będzie poszukać innej.

Ważną informacją jest fakt, że podczas obliczania zdolności kredytowej, zobowiązania, które będziemy spłacać już nie obciążają naszej zdolności. Analitycy biorąc pod uwagę rodzaj produktu (czyli konsolidacja) „przestają widzieć” te raty. Po podpisaniu umowy środki nie zostaną przelane na nasze konto, a na konta wskazane przez nas na oświadczeniu konsolidacyjnym. Przy dopełnianiu formalności będą potrzebne umowy kredytowe innych banków, oraz numery kont, na które przelewane będą środki. Najważniejszą rzeczą jaką musi zrobić klient, to uzyskanie informacji o kwotach zadłużenia w bankach, oraz poinformowanie o wcześniejszej spłacie. Niektóre banki, które takiej informacji nie otrzymają, przeleją kwotę na konto techniczne i będą co miesiąc pobierać z niego kwotę raty. Spotkałam się z klientem, którypo dwóch latach od chwili konsolidacji otrzymał monit informujący o braku spłaty raty. Okazało się, że środki przelane z kredytu konsolidacyjnego skończyły się (przelewana jest kwota zadłużenia na dany dzień b ez odsetek za następne lata kredytowania). Z takiego procederu mogą wyniknąć znaczne nieprzyjemności. Warto też brać pod uwagę koszty wcześniejszej spłaty zobowiązań, oraz czy zostanie nam zwrócone ewentualne ubezpieczenie. Wiedza na ten temat może okazać się niezbędna. Na kilka dni po przelaniu środków na konta zadłużeń, należy udać się do banków w których były one zaciągane i poprosić o dokument potwierdzający całkowitą spłatę i zamknięcie danego zobowiązania. Jeśli określenie kwoty do spłaty będzie niemożliwe, bank w którym zaciągamy kredyt konsolidacyjny zasugeruje się kwotą znajdującą się w raporcie Biura Informacji Kredytowej. Wizyta w bankach może okazać się miłą niespodzianką. Niekiedy przelewane kwoty będą po prostu wyższe, i nadpłaty mogą zostać zwrócone na nasze konto. Częściej jednak trzeba będzie przygotować się na stres, zwłaszcza w chwili otrzymywania informacji o kwotach pozostałych do spłaty. Nie rzadko okazuje się również,, że przelana na konto kredytu kwota okaże się być niewystarczającą. Bardzo wielu klientów dopiero w chwili kiedy usiłuje dokonać wcześniejszej spłaty, sięga po umowę kredytową. Analizuje plan spłaty, odsetki, regulaminy i tabelę opłat. Dopiero pod wpływem stresu, docierają do nich warunki kredytowe na jakie się zdecydowali, a o jakich nie myśleli mając już w głowie plan na spożytkowanie otrzymywanej gotówki.

Jeśli skusiliśmy się na konsolidację i dobranie dodatkowej gotówki, zaraz po spłacie zobowiązań pozostała kwota będzie dostępna na koncie. Można ją również pobrać bezpośrednio w placówce. Wybierając bank w którym chcemy skonsolidować swoje zadłużenia, trzeba się na prawdę dobrze zastanowić. Często kwota jaką spłacamy będzie wysoka. Warto dobrze zorientować się w ofertach. Przeanalizować tabelę opłat i prowizji, sprawdzić czy istnieją dodatkowe koszta takie jak obowiązek założenia rachunku, obowiązek ubezpieczenia kredytu, czy opłaty manipulacyjne. Ciekawostką jest na przykład dodatkowy koszt w postaci prowizji za przelewy. Bank posiada opłatę za przelew w wysokości np. 15 złotych, przy spłacie dziesięciu zobowiązań zarobi na nas dodatkowo 150 złotych. Jeśli istnieje taka możliwość warto poprosić o przelanie całości kwoty na nasze konto i spłaty zobowiązań we własnym zakresie. Bank może zażądać dowodu spłaty zobowiązania w postaci druku. Przelanie kwoty na nasze konto, własnoręczne dokonanie spłat na przykład przez bezpłatne konto internetowe, oraz późniejsza wizyta w placówce z wydrukowanymi dowodami wpłat da nam oszczędność 150 złotych.

Zdecydowanie odradzam korzystanie z pomocy małych firm doradczych, szukających za nas najkorzystniejszego kredytu konsolidacyjnego. Często taka pomoc, wiąże się z prowizją nawet na poziomie 20%. Wydaje się to być szaleństwem , jeśli poza prowizją jaką zapłacimy w placówce, i kosztami około kredytowym, od kwoty przykładowo 40 tysięcy złotych zapłacimy jeszcze 8 tysięcy prowizji. Na spłatę zobowiązań zostaje nam wtedy 32 tysiące. Jeśli poświęcimy czas na znalezienie odpowiedniej oferty, wykluczymy ten koszt. Nie dyskwalifikuje to oczywiście firm doradczych, pod warunkiem, że koszta prowizji doradcy przerzucone są na bank. Wtedy jednak radzę jeszcze udać się do placówki samemu, aby sprawdzić czy cena kredytu nie będzie niższa bez pośredników. (Np. Niższe oprocentowanie lub brak prowizji za udzielenie).

Kredyt konsolidacyjny jest szansą dla osób, które obawiają się, że wzięły na siebie zbyt dużo różnych zobowiązań. Zanim jeszcze udało się doprowadzić do budżetowej katastrofy. Warunki kredytowe są najczęściej takie jak przy standardowym kredycie ratalnym. Z punktu widzenia finansowego- nie jest korzystny. Ponieważ od zaciągniętych wcześniej zobowiązań płacimy odsetki dwukrotnie. Czasem nawet odsetki od odsetek. To jednak, przy atrakcyjności jaką jest ulżenie domowemu budżetowi wydaje się mało ważne. „Rolkę” polecić można osobom, którenie widzą innego rozwiązania dla problemów finansowych jakich sobie przysporzyli. Warto pamiętać także o bezsensowności wielokrotnego konsolidowania zadłużeń. Czyli w jakimś czasie po otrzymaniu pozytywnej decyzji kredytowej, branie na siebie kolejnych zobowiązań, kart, rat, kredytów, i ponowne „rolowanie” kwoty. Zdolność kredytowa kiedyś się wyczerpuje, i po którymś z kolei procederze konsolidacji może okazać się, że następna będzie już niemożliwa. Wtedy pozostaniemy z kilkoma produktami, dużą kwota do spłaty, wysokimi ratami i perspektywą niezbyt jasnej przyszłości finansowej. Radzę także rozsądek przy zaciąganiu zobowiązań jako takich. Kupowaniu na raty produktów,, któreczęsto nie są nam potrzebne lub po ich zakupie odczekanie do zakończenia spłaty. Jeśli nie będziemy w sposób nierozsądny brać na siebie kilku czy kilkunastu rat na raz, może uda nam się uniknąć kosztów związanych z konsolidacją. Jeśli jednak nie, jestem pewna, że prędzej czy później na pewno będzie nas czekać kosztowna „rolka”.

Czy informacje zawarte w artykule okazały się pomocne? Wypowiadajcie się w komentarzach.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJak wybrać konto oszczędnościowe?
Następny artykułKredyt na samochód – wady i zalety

Karolina Wyszogrodzka - studentka Administracji Publicznej. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy bankiera. Zarówno jako doradca kredytowy, ubezpieczeniowy, jak i inwestycyjny. Współpracuje z serwisami dziennikarstwa obywatelskiego, od dziesięciu lat prowadzi blogi tematyczne związane z finansami oraz te poświęcone polityce i publicystyce.

Nasz specjalista o sobie:

W „wielki i  skomplikowany” świat bankowości trafiłam kilka lat temu przez zupełny przypadek. Moja droga zawodowa od tamtej pory wiedzie przez niemalże wszystkie sektory i rodzaje produktów finansowych. Zebrane dotychczas doświadczenie zawodowe, wiedza - zarówno proceduralna, jak i produktowa - to jednak nie wszystko. Staram się w swoich artykułach odkrywać „ludzkie oblicze” świata finansów. Moim celem jest wyjaśnienie w przystępny sposób mechanizmów, naświetlenie problemów, ukazywanie „kruczków” i „haczyków”.

Naiwny idealizm takiego postępowania ma na celu zwiększenie empatii po obu stronach biurka w placówce finansowej. Ale także na przestrzeżeniu klienta  - przed nie zawsze uczciwymi zasadami gry - i bankiera - przed stosowaniem takich zasad.

Bankowość może być zabawna, mam nadzieję że - przy zachowaniu profesjonalizmu i kompetencji - nie braknie mi nigdy „języka” na ukazanie jej także z tej strony.

Stale dokształcam się w dziedzinie finansów, która - jak wiadomo - zmienia się z dnia na dzień. Pomagają mi w tym zarówno obserwacje rynku, jak i rozmowy ze specjalistami będącymi w gronie moich znajomych.

Finanse nie są jedynym ośrodkiem moich zainteresowań. Jako zodiakalny bliźniak nie potrafię znaleźć dla siebie jednego miejsca na dłużej. Próbuję swoich sił w rysunku i fotografii. Książki traktuję jak narkoman, kończąc jedną odczuwam głód następnej. Otaczająca mnie rzeczywistość - polityczna, społeczna i każda inna - niezmiennie  napawa mnie dziecięcym zdziwieniem. Wyrażam je od ponad dziesięciu lat w swoim blogu, w  formie nie zawsze eleganckich paszkwili i felietonów. Z racji lokalnego patriotyzmu umiłowałam sobie sztukę. Jako wieloletniej tancerce w zespole muzyki dawnej przyswajanie jej  - zwłaszcza w formie teatru  - sprawia mi niewyrażalną w słowach przyjemność. A stresy odreagowuję w swoim królestwie, czyli kuchni dzięki karmienie bliskich i siebie.

Mam wielki apetyt na życie. Nieustannie pracuję nad swoimi kompetencjami i językiem. Trudno mi jednak poskromić w sobie narcyzm, samochwalstwo i naturę prześmiewcy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here